piątek, 24 lipca 2015

Po co i dlaczego

Dlaczego "Poza modą"? Bo do tej pory udzielałam się blogowo i internetowo zawsze "w temacie" mody i ciuchów i w pewnym momencie takie ograniczenie zaczęło mi ciążyć. Tematyka modowa nie interesuje mnie już w na tyle mocno, żeby jeszcze po godzinach się nią zajmować, analizować i rozkminiać. Chciałam móc pisać o różnych innych rzeczach, mniej lub bardziej przyziemnych, ale niekoniecznie związanych z tematyką "fashion", a z drugiej strony posiadałam już dosyć sprecyzowane grono odbiorców zainteresowanych właśnie tym, a nie innym tematem,więc nie mogłam tak po prostu "wyskoczyć" nagle z postami "od Sasa do lasa":) 

Postanowiłam więc zacząć od nowa, z czystą kartą, z totalnym poczuciem wolności i pisać o tym, co mi aktualnie w duszy gra i czym chciałabym się z Wami podzielić. 
Żyję już bardzo długo na tym świecie, mam pewnie doświadczenia obserwacje, wnioski, mniejsze lub większe patencki dotyczące rożnych życiowych spraw, ułatwiających takie codzienne, prozaiczne funkcjonowanie i na nich właśnie chciałabym się skupić na tym blogu. Nie mówię, że od czasu do czasu sobie nie pofilozofuję, czy nie dotknę spraw ogólnoludzkich:), ale na pewno dominować będą "okruchy codzienności", użyteczne przebłyski, którymi będę się chciała podzielić, bo często mam takie poczucie, że komuś innemu również mogą się przydać. 

Na pewno czasami powrócę do tematyki modowej (bo jednak nadal się tym zajmuję na co dzień), ale będzie to raczej specyficzne podejście. Takie "poza modą" własnie, bardziej dotyczące stylu niż aktualnych trendów, bo już od dawna nie mam ambicji, żeby za nimi nadążać. Zresztą to nie one kreują styl - styl buduje się latami, w zgodzie z własną estetyką, charakterem, stylem życia. Wymaga to ciągłej pracy, doskonalenia, nie da się go kupić z sezonu na sezon. Osobiście nie wyobrażam sobie też mojego stylowego DNA bez ubrań i dodatków vintage - niepowtarzalnych, świetnej jakości, z historią, które dojrzewają wraz z nami i stają się częścią naszej historii. Nie jestem jednak zwolenniczką retro-stylizacji, vintage noszę jak najbardziej współcześnie, wybieram też możliwie najbardziej klasyczne, uniwersalne egzemplarze takich ciuchów,czy dodatków. Oczywiście, uwielbiam piękne, mega kobiece sukienki z lat 50-tych, ale sama bym takiej nie założyła, wolę podziwiać je na innych, albo na manekinie - jako dzieło sztuki, czy przedmiot o wartości historycznej.